Category: Podróże małe i duże

Kwi 05 2010

Dzień w Torquay

Korzystając z cieplejszych dni, które zawitały na Wyspy, jednego z marcowych poranków ekipa OurPlymouth.org wybrała się na wycieczkę do Torquay.

Głównym punktem  programu miała być wizyta w Torquay Museum, gdzie jedną ze stałych ekspozycji jest ta poświęcona Agacie Christie. Jako środek lokomocji wybraliśmy pociąg i już po niecałej godzinie byliśmy na miejscu. Spacerkiem doszliśmy do centrum miasta. Widać, że sezon jeszcze się tu nie zaczął. Pusta plaża. Remonty tu i tam. Dość łatwo udało nam się znaleźć Torquay Museum. Po uiszczeniu stosownej opłaty mogliśmy rozpocząć zwiedzanie. Kilka małych salek na dwóch piętrach. Trochę skamieniałości, trochę gadżetów z Azji, nawet wnętrze tradycyjnej wiejskiej chaty z Devonu. Wciąż żadnych śladów Agathy. W końcu nareszcie informacja, że tam, o właśnie tam, już jest. Przy wejściu do salki (bo nie można nazwać tego salą) poświęconej sławnej pisarce widniała informacja o zakazie fotografowania. Teraz już wiemy dlaczego. Pewnie po to, aby nikt nie umieścił w internecie zdjęć z tej beznadziejnej ekspozycji. Byliśmy rozczarowani tym co zobaczyliśmy. Większość przedmiotów to rzeczy, które z samą Agathą Christie miały niewiele wspólnego. W sensie dosłownym, nie należały do niej. Jedyne co pamiętamy, to futro i notatnik otwarty na ósmym rodziale „I nie było już nikogo”. Przyznajemy się, że chcieliśmy jak najszybciej stamtąd uciec. Kilka lat temu rodzina pisarki wydała wystawiła na aukcję ponad 700 przedmiotów należących do autorki, w tym biurko przy którym tworzyła. Szkoda, że choć część z tej kolekcji nie trafiła do Torquay Museum.

Na wystawie mozna natomiast zobaczyć kilka przedmiotów pośrednio związanych z twórczościa Agathą Christie, takich jak: garnitur noszony w filmie przez Davida Sucheta (odtwórcy roli Herkulesa Poirot),  garsonka noszona przez Joan Hickson, znaną nam jako Panna Marple. Trochę fotografii (z których część bez trudu można znaleźć w internecie): Agatha z tatą, Agatha z psem, Agatha bez psa za to z babcią, Agatha z przyjaciółkami przyodziane we wrotki. Ponadto kilka wczesnych wydań książek pani Christie i jeszcze parę innych dupereli.

Reasumując: mało interesująca wystawa. Być może dla kogoś, kto nie widział nigdy kolekcji związanych ze sławnymi osobistościami, może być ona warta uwagi, ale osobiście nie sądzę. Na koniec mała uwaga – w muzeum znajduje się mapa, na której zaznaczono miejsca związane z Agathą Christie m.in. Ashfield, dom w którym się urodziła. Jest tylko jeden problem: dom został wyburzony jeszcze za życia pisarki w latach sześćdziesiątych  ubiegłego wieku.

W drodze powrotnej z muzeum dopadł nas głód. Ciężko było znaleźć coś otwartego, jako że sezon jeszcze się nie zaczął. Znaleźliśmy w końcu jeden bar fish and chips  i to nawet „award winning”  jak widniało nad drzwiami! Ryba bardzo dobra, frytki również. Kilka kawek siedziało na murku, bacznie nas obserwując. Widać oswojone. Trochę obawialiśmy się, że wskoczą nam do talerzy. Na szczęście były grzeczne, a właścicielka już po chwili zjawiła się z garścią frytek dla nich. Tak więc wszyscy byli usatysfakcjonowani.

Posileni, zadowoleni i nie mając nic innego do roboty, udaliśmy się w stronę stacji kolejowej, aby opuścić tę Angielską Riwierę. Wrócimy tu na pewno w pełni sezonu, by zobaczyć to miejsce tętniące życiem. Jeszcze kilka zdjęć pośród egzotycznych roślin i można wracać. I pewnie tak by się stało, gdyby nie to, że zobaczyliśmy drogowskaz z napisem „Torre Abbey”, które chcieliśmy kiedyś zwiedzić. Mając dużo czasu, postanowiliśmy zrobić to właśnie teraz. Przy kasie dostaliśmy mapki i mogliśmy zacząć zwiedzanie. Z mapkami czy bez to i tak zwiedzanie wydawało się dość uciążliwe. Nie było jednego kierunku zwiedzania, więc wchodziliśmy jednymi drzwiami, potem wychodziliśmy drugimi i wracali trzecimi. Przez niektóre korytarze przechodziliśmy więcej niż raz, bo nie można było się połapać co i gdzie. Budynek prezentował się ciekawie, połączenie tradycji z nowoczesnością. Jest również winda dla niepełonosprawnych.

Wystrój na plus. Zebrana kolekcja nie powala. Trochę rycin, kilka obrazów sztuki nowoczesnej, kilka starych obrazów. Taki misz-masz. Do tej pory przyzwyczajeni byliśmy do tego, że w starych wnętrzach można oglądać sztukę dawną. Może czas to zmienić? W końcu podoba nam się dobre zestawienie starego z nowym, oraz połączenie tego w spójną całość.

Z ulgą wyszliśmy do ogrodu. Widać, że jeszcze nie do końca zagospodarowany. Torre Abbey otwarto po, zdaje się, trzech latach renowacji. Mogli zaczekać jeszcze z miesiąc czy dwa aż ogrody może zostaną ukończone.

Również tutaj, w ogrodzie, znalazł się także zakątek poświęcony Agacie Christie. Z roślinami trującymi, które wykorzystywała w swoich książkach. Niewiele tam jednak można było zobaczyć, pewnie dlatego, że to jeszcze nie sezon wegetacyjny.

Oprócz ogrodu, można obejrzeć sobie ruiny kościoła, z którego pozostało rzeczywiście niewiele.

Mimo kilku rozczarowań wyjazd uznajemy za udany, w końcu chodziło o przebywanie na świeżym powietrzu w Torquay, a spacer w obie strony, to dobrze spędzony czas w ramach dotleniania się.

Praktyczne wskazówki:

Możesz oczywiście na miejsce dojechać samochodem. My wybraliśmy się w podróż pociągiem. Jest jeszcze autobus, jednak pociągiem wychodzi i taniej, i krócej. Autobus oferował nam półtoragodzinną przejażdżkę, pociąg 50 minut, wliczając w to przesiadkę w Newton Abbott i 10-minutowe oczekiwanie na następny pociąg. Bilety zarezerowaliśmy wcześniej przez internet, można było też zamówić w dobrej cenie bilety na autobus po Torquay. Jak się jednak później okazało są one całkowicie zbędne, całe centrum mozna przejść w kilkadziesiąt minut.

Bilet kolejowy w dwie strony (off-peak – możesz skorzystać nie wcześniej niz od 9-ej rano) dla osoby dorosłej kosztuje £6.

Wrz 08 2009

Nowe pomysły Ryanair-a

Myśleliście, że przez jakiś czas ta „tania” linia niczym Was nie zaskoczy? Nic bardziej mylnego!
Irlandzki przewoźnik zamierza zachęcić nas do „lżejszego” latania. W jaki sposób?

Od 10 października za 2 sztuki bagażu rejestrowanego (2 x max. 15kg) zapłacimy £100 za podróż w jedną stronę. Opłata za pojedynczą sztukę bagażu (maksymalnie 15kg) wzrasta z £20 do £30. Opłaty są mniejsze o połowę gdy zdecydujemy się na nie wcześniej, przy zakupie biletu online. Rzecznik Ryanaira, Stephen McNamara, stwierdził, że podwyżki mają zachęcić pasażerów do podróżowania tylko z bagażem podręcznym. Od przyszłego miesiąca linia zamierza również całkowicie zrezygnować z tradycyjnej odprawy na lotnisku. Zamiast tego każdy pasażer zmuszony będzie odprawić się online i wydrukować sobie kartę pokładową.

Opłaty w Ryanairze:

  • Odprawa online (sam drukujesz kartę w domu) £5
  • Odprawa na lotnisku £40
  • Opłata za dokonanie płatności (?!) za pasażera, w jedną stronę £5
  • Pierwszeństwo wejścia do samolotu, za lot £3
  • Opłata za dziecko poniżej 2 roku życia, za lot £20
  • Pierwsza sztuka bagażu rejestrowanego (do 15kg), opłata na lotnisku, za lot £30
  • Druga sztuka bagażu rejestrowanego (do 15kg), za lot £70
  • Opłata za nadbagaż, za kg £15
  • Opłata za fotelik dla dziecka £10
  • Sprzęt sportowy, instrumenty muzyczne, za sztukę, za lot £30
  • Opłata za zmianę terminu lotu, za lot £35
  • Opłata za zmiane nazwiska pasażera, za pasażera £100
  • Opłata za użycie toalety na pokładzie samolotu (proponowana) £1

Zrezygnowano natomiast z pomysłu na dodatkową opłatę dla pasażerów z nadwagą.
(Źródło: The Independent)

Lip 21 2009

Ryanair zmniejsza liczbę lotów

Linie lotnicze Ryanair zapowiedziały redukcję liczby lotów z lotniska w Stansted. Jako przyczynę podano podwyższone opłaty lotniskowe.
W zimowym rozkładzie lotów liczba połączeń zostanie zmniejszona o 30%.

Wg. firmy, Stansted jest jednym z najdroższych lotnisk, z których korzysta linia.
Do tej pory z lotniska operowało 40 maszyn; w zimie liczba ta spadnie do 24.
W następstwie tej decyzji Irlandzki przewoźnik spodziewa się zmniejszenia liczby pasażerów o 2,5 miliona w okresie od października 2009 do marca 2010.
16 wycofanych ze Stansted maszyn obsługiwać będzie inne porty lotnicze w Europie.
(źródło: BBC)

Kwi 22 2009

Kolejny głupi pomysł Ryanaira

RyanAir znów sięga do naszych kieszeni. Najpierw były opłaty za korzystanie z toalety, teraz będziemy płacić za nadwagę. Mężczyźni których waga przekracza 130 kilogramów, czy kobiety przekraczające „setkę” będą musieli płacić więcej.

Więcej zapłacą równieź osoby, których talia „jednocześnie dotyka obu poręczy fotela” oraz te, których obwód pasa przekracza 114 cm w przypadku męźczyzn i 102 cm w przypadku kobiet. Przewoźnik potwierdza, że chce wprowadzić te opłaty, choć nie wiadomo jeszcze ile wyciągnie z kieszeni pasażerów z nadwagą.

Takie rozwiązanie popiera aż 29 procent pasażerów. Ryanair nie jest jednak pionierem w tym zakresie. Podobne opłaty wprowadziły już niektóre linie lotnicze w Stanach Zjednoczonych.

(źródło: dziennik.pl)

WordPress Themes